Jutro będziemy szczęśliwi, film którego główny bohaterem jest Omar Sy, możesz go pamiętać z takich filmów jak „Nietykalni” i „Ugotowany”.

Na początek, trochę fabuły. Samuel młody, lubiący imprezować „duży chłopiec”, po jednej ze swoich imprez budzi się przez wołanie jednej ze swoich dawnych dziewczyn Kristin. Oświadcza mu, że mają razem dziecko i że musi się nią zająć, ponieważ Sam nie chce w to uwierzyć, Kristin pod pretekstem zapłacenia taksówkarzowi, zostawia dziecko naszemu bohaterowi i następnie odjeżdża.

Sam biegnie

Znajduję matkę dziecka na Facebooku i tak jak stoi, leci do Londynu. Oczywiście nie znajduje Kristin, gubi portfel z pieniądzmi i przez przypadek poznaje producenta filmowego. Zaczyna życie w Londynie jako kaskader filmowy, w trudzie i z dużą dawką humoru wychowywuje swoją córkę. Po 8 latach Kristin wraca do Londynu, oraz chce się spotkać ze swoją córką. Oczywiście po kilku dniach, matka dziecka chce zabrać swoją córkę ze sobą do Nowego Jorku, tam gdzie mieszka. Rozpoczyna się proces sądowy o przyznanie praw rodzicielskich…

To nawet nie połowa

Przedstawiłem tylko tyle, ponieważ fabuła jest bardzo złożona. Widziałem w swoim życiu wiele „wzruszających” filmów, gdzie przez dwie godziny bohaterowie nie dawali sobie rady z życiem, mieli ciężko, a wszystko to było przedstawione jako smutne i wzruszające.

Nie wiem

Czy scenariusz, czy niesamowita gra aktorska Omara Sy sprawia że ten film jest zupełnie inny. Wszystkie ciężkie chwile, które napotykali nasi bohaterowie były przedstawione w sposób humorystyczny, tak humorystyczny, że niejedna komedia nie wzbudziła we mnie takiego śmiechu.

Co do zakończenia 

Cały film jest owiany pewną zagadką, cały czas spodziewałem się prostego, banalnego zaskoczenia. Nawet jeśli takie by było, ten film byłby u mnie jednym z lepszych jakie widziałem. Aż tu nagle dochodzi do kulminacyjnego momentu, który nie jest zakończeniem i film trwa jeszcze 20 minut. Ja z kina wyszedłem oniemiały. Polecam ten film wszystkim, naprawdę wszystkim. Nie jest to smutne „love story”. To jeden z tych niewielu filmów na których naprawdę możesz się zrelaksować i zapomnieć o problemach życia codziennego. Jak najbadziej polecam oraz zachęcam do jak najszybszego udania się na ten film.

A ty biegnący za marzeniami, lubisz niecodzienne zakończenia?

Dojechany